.prawie po dwóch latach od poprzedniej notki zapraszam na blog hobbystyczny, gdzie podziwiać można moje papierowe dzieła :)
Tagi: .gadulenie
skomentuj (0).jak pewnie wszyscy zauważyli (?) przyszedł całkiem niedawno nowy rok .zapewne wiele osób stworzyło sobię listę postanowień noworocznych .część pewnie z nich zrezygnuje a część będzie się katować żeby ich dotrzymać .ja w nowy rok wchodzę z nadzięją, że będzie on lepszy od swojego poprzednika .nie chodzi o to, że było mi jakoś specjalnie źle w tamtym roku .były rzeczy dobre i te gorsze też - oczywiste, ale chciałabym aby w nowym roku było więcej czasu na radość płynącą z cudownych chwil .bo 'w życiu pięke są tylko chwile' ale te chwile warto zatrzymać w sercu jak najdłużej aby przepełniały radością jak najdłuzej .w nowy rok weszłam również z uśmiechem bo czuję, że ten rok będzie rokiem szczęśliwym i dużo cudowych chwil jest przede mną .rownież Wam Drodzy czytelnicy życzę wiele szczęścia w tym roku, aby spełniły się Wasze marzenia a cudowne chwile mieli z kim dzielić...
skomentuj (1)
.spierniczyłam wczoraj po całości .tak mnie rozpierała energia i musiałam ją jakoś spożytkować, więc upiekłam piernik .mój pierwszy, debiutancki piernik .jestem z niego dumna jak 150 .pyszny, cudownie świąteczny! .nie sądziłam, że może tak się udać [biorąc pod uwagę trudności zwiazane z piekarnikiem] .w domu pachniało, aż chciałam poszukać słoika żeby troche tego zapachu zamknąć i delektować sie nim przez cały rok - żeby nie było w ostatniej chwili się powstrzymałam .teraz piernik grzecznie czeka na towarzystwo światecznej kawy tudzież równie świątecznego kompotu z suszonych owoców, a ja zabieram się do lepienia pierogów i uszek
.otóż jakiś czas temu (ooooj dawno to było) zostałam wezwana do tablicy, więc wypadałoby stawić czoła wezwaniu i odpowiedzieć .a co! .zadaniem było napisanie 5 mało znanych i mało istotnych rzeczy o sobie .będzie ciężko ale do dzieła!
1) .zawsze chciałam się obudzić na planie jakiegoś serialu amerykańskiego dla młodzieży .a dlaczego? .bo zawsze wydawało mi się, że życie tam mają fajniejsze, łatwiejsze i nawet ich problemy były jakieś takie...fajniejsze
2) .jak byłam mała to uwielbiałam szamać tzw. 'chlebki' .to jakaś tam roślinka czy nawet chwast a na łodyżce miała listki w kształcie maleńkich serduszek zwanych 'chlebkami'
3) .nie lubię słuchawek do przenośnych odtwarzaczy .tych małych, wkładanych do uszu .zawsze mi wypadają a jak już nie wypadną to gdy je wyjmę, uszy mnie bolą
4) .w przedszkolu, w grupie to ja najlepiej liczyłam patyczki! (wiecie te patyczki do liczenia co się na nich uczyło liczyć)
5) .uwielbiam ciepły, letni deszcz
Nadchodzący Nowy Rok to nie tylko okres radości, ale również zadumy nad tym, co minęło i nad tym, co nas czeka. Tak więc życzę Wam dużo optymizmu i wiary w pogodne jutro.
skomentuj (3)
Niszczyła moje marzenia. Tak, to potrafiła najlepiej. Jednym słowem, gestem, spojrzeniem oczu zburzyć wszystko w co wierzyłam do tej pory. Jednym pchnięciem jej dłoni, moja wiara i nadzieja rozsypywały się, jak domek z kart, wybudowany na morzu ufności. Uśmiechała się słodko, mówiąc, że to troska przez nią przemawia, lecz tak naprawdę stworzona, żeby niszczyć, wypełniała swą rolę, lepiej niż nie jeden aktor. Długimi palcami stukała po kartkach mojej egzystencji, co rusz zmieniając zakończenie każdej szczęśliwej historii w tragedię całego życia. Umiała ranić, szeptem ust wróżyła pesymistyczny koniec, a ja, wierzyłam w jej profesjonalizm w ratowaniu przed zgubnym cieniem szczęścia, które prędzej czy później prowadziło do cierpienia, potężniejszego niż sztorm na morzu. Kierowała mnie na doświadczony tor życia, mówiła, że szczęście odnajdę w monotonnym śnie spokoju i ciszy. Nie liczyło się to, że chcę kochać, śmiać się i bawić. Prowadziła mnie za rękę, jak małą dziewczynkę, bawiła się, jak zabawną marionetką. Wtedy tego nie widziałam, nie chciałam zobaczyć. Pogrążana w imitacji przyjaźni, trwałam przy niej, godząc się na każdy jej kaprys, będąc na każde zawołanie. Manipulowała mną, a ja nieświadoma pozwalałam jej pociągać za moje sznurki. Wytykała mi każdy błąd, przyjmując najgorszą, bo najdoskonalszą ze wszystkich, taktykę. Nigdy nie krzyczała, nie płakała krystalicznymi łzami, lecz ze stoickim spokojem szeptała, jak bardzo się zawiodła. Palcem dotykała mojego różowego policzka, mówiąc, jak mocno jej zależy na moim szczęściu. Pytała, dlaczego nie potrafię tego docenić, żaliła się. Była dla mnie siostrą, której nigdy nie miałam. Ona była Żądna moich marzeń, spełniała je za mnie, a ja nie miałam nic do gadania. Wtedy myślałam, że to dobrze, że tak łatwiej mi żyć, lecz to nigdy nie było prawdą. Żyła za mnie, była mną, a ja, jak z zamkniętymi oczami, oddawałam jej uśmiechem część siebie. Śmiałam się, kiedy żartowała, płakałam, choć to ona rzekomo cierpiała. Tańczyłam do melodii, która płynęła z jej ust. Którą ona grała swoimi zgranymi palcami, stukając o pianino moich dni i nocy. Świetna była w te gierki. Doskonała i precyzyjna. Pewna siebie, odważna w poczynaniach, z góry wiedziała, że wygra. Ona zaoferowała pomoc, wyciągnęła dłoń w moim kierunku, a ja dłoń chwyciłam, nieświadoma, że proszę o pomoc diabła, wyglądającego, jak biały Anioł, z rozłożonymi do lotu skrzydłami. Wpadłam w sieci demona, ona nie chciała puścić. Wierzyłam, ufałam, bo tylko do tego miałam prawo. Powtarzała, że przyjaźń nadaje pewne zasady, a ja im podlegam i nie mam prawa łamać. Mówiła, że do niej należę, choć nigdy nie wypowiedziała tych słów. Lecz ja to czułam. Każdym gestem, spojrzeniem, każdym słowem, zarówno wypowiedzianym, jak i napisanym na pustej, białej kartce, mówiła, że jestem jej. Jej przyjaciółką, wspólniczką życia. Jej marionetką. Teraz już marionetka nie potrzebna. Rzucona w kąt nie mam zamiaru się poddać i użalać. Choć ból w sercu został to jednak obok niego rodzi się rozgoryczenie, żal, zawód... i tego już nigdy nie zmienisz.
[EDIT z dn. 7.05.06r. g. 9:12]
[już wiem, już teraz rozumiem...]
Prezpraszam za wszystkie szlachetne myśli,
za jasne ambicje.
Przepraszam za szczerość i uczciwość,
i za pomocną dłoń.
Dziękuję za wszystkie złowrogie spojrzenia,
za szepty za plecami.
Dziękuję za jad w słowach
i za ten złośliwy śmiech.
Dziękuję za przekleństwa,
za wiedzę kto, gdzie, kiedy.
Dziękuję za oszczercze kłamstwa,
i nieprawdziwą przyjaźń.
Teraz już wiem - trzeba kłamać,
oszukiwać, potwierdzać nieprawdę.
Sprzedawać siebie i innych,
w południe mówić, że słońce zaszło.
Nieufać nikomu , niczemu,
ranić z bezpiecznej odległości.
Nie mieć honoru ni serca,
swą godność schować do szafy.
A ja odrzucam tę naukę,
Choć czasem ulegam podszeptom.
Na marzeniach mych wzlecę wysoko,
Daleko - w niebo!
Zapomnę o wszystkich przykrościach,
o łzach przelewanych w kącie.
A tego, co też odrzuci,
Zabiorę ze sobą na zawsze.
I to chyba jest jedyna pozytywna rzecz ostatnimi czasy. Będę szaleć, śpiewać, a raczej wydzierać się tak, że znów stracę głos, bezwładnie oddam się pogo pod samą sceną i zapomnę na ten czas o wszystkim innym... bosko już nie mogę się doczekać, pełne szaleństwo!

[co prawda to tylko część fotki ale najważniejsza!]